Może zacznę od tego co kryje się pod "małą innowacją".
Jak wiadomo, blog nosi oficjalny tytuł "dietetyczne fanaberie",
a to dlatego, że dieta i zdrowe odżywianie to nieodłączna część mojej codzienności,
ale to nie znaczy, że wszystko co robię podchodzi pod zakładkę "dietetyczne".
Często piekę/gotuję też dla innych i chociaż i tak jestem lekko skrzywiona na punkcie
ograniczania cukru/tłuszczu i innych manewrów, nawet kiedy przygotowuję jakąś zwykłą
potrawę, to jednak ciężko niektóre z nich zakwalifikować do dań, spożywanych
podczas diety ubogo energetycznej czy innej mającej na celu redukcję masy ciała.
Dlatego też od dziś będę czasem (naprawdę tylko czasem) wrzucać przepisy,
które nieco odbiegają od reszty i nie są też przepisem "w wersji light", czyli lżejszą formą jakiejś klasycznej potrawy.
Wpisy te oznaczone zostaną tagiem "fanaberie" (kilka archiwalnych już zostało tam podpięte).
I tak właśnie dziś pierwszy wpis z tej innej bajki, choć nie taki straszny
oprócz (bardzo cieniutkiego!) kruchego ciasta :)
Malinowa tarta z budyniem i galaretką
Przepis na tartę o średnicy 20 cm
Spód:
Na stolnicę przesiewamy mąkę z cukrem pudrem, w kopczyku robimy wgłębienie w którym umieszczamy żółtko i tłuszcz.
Margarynę początkowo siekamy nożem, a następnie przechodzimy do zagniatania.
Gotowe ciasto zawijamy w folię spożywczą i chowamy do lodówki na około 30-45 minut.
W między czasie przygotowujemy budyń, z porcji mleka odlewamy 3/4 szklanki, dodajemy do niej mąkę ziemniaczaną i dokładnie mieszamy.
Resztę mleka wraz z cukrem doprowadzamy w rondelku do wrzenia i wlej zawartość szklanki energicznie mieszając całość.
Gotuj mieszając bez przerwy, aż budyń widocznie zgęstnieje i zacznie "bulgotać", a następnie odstaw do ostygnięcia.
Ciasto rozwałkuj na stolnicy podsypanej mąką, ostrożnie przenosimy do formy, dokładnie dopasowujemy, a wystające fragmenty odcinamy nożem.
Spód pieczemy w temperaturze 170 stopni około 20-25 minut, trzeba obserwować aż zacznie się rumienić.
Gdy ciasto ostygnie rozprowadzamy w środku wcześniej przygotowany budyń i zatapiamy w nim maliny.
Biorąc pod uwagę, że budyń i owoce były już lekko ponad formę, raczej ciężko byłoby zalać całość zwykłą galaretką i tu właśnie sprawdziła mi się ta szybko zastygająca, której nigdy wcześniej nie używałam, zastyga właściwie jak tylko dotknie chłodnego "podłoża" więc wylewając po jednej łyżce możemy spokojnie nałożyć ładną, cienką warstwę galaretki.
Gotową tartę przed podaniem należy schłodzić 2-3 godziny w lodówce i tam też ją przechowujemy.
Jak wiadomo, blog nosi oficjalny tytuł "dietetyczne fanaberie",
a to dlatego, że dieta i zdrowe odżywianie to nieodłączna część mojej codzienności,
ale to nie znaczy, że wszystko co robię podchodzi pod zakładkę "dietetyczne".
Często piekę/gotuję też dla innych i chociaż i tak jestem lekko skrzywiona na punkcie
ograniczania cukru/tłuszczu i innych manewrów, nawet kiedy przygotowuję jakąś zwykłą
potrawę, to jednak ciężko niektóre z nich zakwalifikować do dań, spożywanych
podczas diety ubogo energetycznej czy innej mającej na celu redukcję masy ciała.
Dlatego też od dziś będę czasem (naprawdę tylko czasem) wrzucać przepisy,
które nieco odbiegają od reszty i nie są też przepisem "w wersji light", czyli lżejszą formą jakiejś klasycznej potrawy.
Wpisy te oznaczone zostaną tagiem "fanaberie" (kilka archiwalnych już zostało tam podpięte).
I tak właśnie dziś pierwszy wpis z tej innej bajki, choć nie taki straszny
oprócz (bardzo cieniutkiego!) kruchego ciasta :)
Malinowa tarta z budyniem i galaretką
Przepis na tartę o średnicy 20 cm
Spód:
- 120 g mąki pszennej
- 60 g margaryny
- 30 g cukru pudru
- 1 żółtko
- 400 ml mleka
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 1,5 łyżki cukru pudru
- 1 łyżeczka cukru waniliowego
- 1 truskawkowa/malinowa galaretka (super sprawdziła się ta szybko zastygająca!)
- 1 kubek malin
Na stolnicę przesiewamy mąkę z cukrem pudrem, w kopczyku robimy wgłębienie w którym umieszczamy żółtko i tłuszcz.
Margarynę początkowo siekamy nożem, a następnie przechodzimy do zagniatania.
Gotowe ciasto zawijamy w folię spożywczą i chowamy do lodówki na około 30-45 minut.
W między czasie przygotowujemy budyń, z porcji mleka odlewamy 3/4 szklanki, dodajemy do niej mąkę ziemniaczaną i dokładnie mieszamy.
Resztę mleka wraz z cukrem doprowadzamy w rondelku do wrzenia i wlej zawartość szklanki energicznie mieszając całość.
Gotuj mieszając bez przerwy, aż budyń widocznie zgęstnieje i zacznie "bulgotać", a następnie odstaw do ostygnięcia.
Ciasto rozwałkuj na stolnicy podsypanej mąką, ostrożnie przenosimy do formy, dokładnie dopasowujemy, a wystające fragmenty odcinamy nożem.
Spód pieczemy w temperaturze 170 stopni około 20-25 minut, trzeba obserwować aż zacznie się rumienić.
Gdy ciasto ostygnie rozprowadzamy w środku wcześniej przygotowany budyń i zatapiamy w nim maliny.
Biorąc pod uwagę, że budyń i owoce były już lekko ponad formę, raczej ciężko byłoby zalać całość zwykłą galaretką i tu właśnie sprawdziła mi się ta szybko zastygająca, której nigdy wcześniej nie używałam, zastyga właściwie jak tylko dotknie chłodnego "podłoża" więc wylewając po jednej łyżce możemy spokojnie nałożyć ładną, cienką warstwę galaretki.
Gotową tartę przed podaniem należy schłodzić 2-3 godziny w lodówce i tam też ją przechowujemy.





Najmniamuśniejsza rzecz z malinami jaką w życiu jadłam!!! Omnomnom <3
OdpowiedzUsuńPoproszę taką na urodziny :D
Super przepis ;) Czy "swój" budyń można zastąpić tym z torebki? W takim samodzielnie robionym zawsze czuję mąkę ziemniaczaną i robią mi się grudki, wolę jednak ten gotowy ;P Sprawdzi się?
OdpowiedzUsuńJak najbardziej! Polecam tylko użyć nieco mniejszej ilości mleka niż jest w przepisie :)
UsuńDziękuję za odpowiedź, w takim razie muszę spróbować zrobić taką tartę ;) pozdrowienia!
UsuńWygląd przepysznie :3
OdpowiedzUsuńpyszna tarta ,a u mnie w lodówce stoją malinki ,może się skuszę ;p
OdpowiedzUsuńale się wspaniale prezentuje ;]
OdpowiedzUsuńmalinowa rozkosz!
Oj tam, nie taki straszny ten przepis.
OdpowiedzUsuńZresztą można samemu też trochę pokombinować i go odchudzić, jeśli ktoś czułby taką potrzebę ;).
no to mam już plany na sobotni poranek :)
OdpowiedzUsuńTo musi być pyszne;)
OdpowiedzUsuńAz zaluje,ze musze teraz byc na diecie i nie moge zjesc tego ciasta :)
OdpowiedzUsuńno tak - tarty nie należą do najbardziej dietetycznych ;) za to Twoja prezentuje się pięknie
OdpowiedzUsuńczasami można sie skusić na takie pyszności, kawałek na pewno nie zaszkodzi :)
OdpowiedzUsuńPięknie wygląda ta galaretka na wierzchu :)
OdpowiedzUsuńPiękny kolorek, zabieram ten kawałek z talerzyka :D
OdpowiedzUsuńohohohoh!!! coz to za piekny widok!! a jaki smakowity:)))
OdpowiedzUsuńApetycznie się prezentuje ;)
OdpowiedzUsuńPiękna tarta! Pożeram ją wzrokiem :)
OdpowiedzUsuńMój facet nie znosi budyniu i galaretki ale... dałam mu spróbować i "pozbyłam" się prawie całego ciasta. Zasmakowało :)
OdpowiedzUsuńA ja z innej beczki,gratuluje notki na temat twojego bloga w nowym Shape. Miło było zobaczyć bloga kogoś kogo się czyta:))
OdpowiedzUsuńfajna tartowa wariacja, dziękujemy za zdjęcie! :)
OdpowiedzUsuńTarta jest przepiękna i na pewno pyszna! Z chęcią skusiłabym się na porcję! :)
OdpowiedzUsuńGenialny przepis! Sprawdzą się także mrożone maliny, czy nie bardzo? :<
OdpowiedzUsuńMyślę, że tak :) Ale zaczęłabym od ich rozmrożenia i osuszenia, żeby później nie rozmokły w cieście :)
UsuńDesery z galaretką nie są wegetariańskie, bo galaretki zawierają przeklętą żelatynę - inne (np. na agarze) są prawie niedostępne.
OdpowiedzUsuńHej :) Galaretki szybko zastygające (a takiej użyłam) jako substancje żelującą w składzie mają karagen (o ile się nie mylę pochodzi chyba z wodorostów :) ) ale może faktycznie galaretkowy przepis jest jednak kontrowersyjny więc usunę go z zakładki wegetariańskiej :)
UsuńPrzecudowna ! Wspaniałe zdjęcia, baaardzo zachęcające :)
OdpowiedzUsuń