wtorek, 17 stycznia 2017

Dietetyczny tort biszkoptowy z cytrynową i czekoladową masą

Dziś na blogu moja duma.
Najpiękniejszy i najsmaczniejszy tort, jaki kiedykolwiek upiekłam
Do tego wersja fit - bogata w wartościowe produkty takie jak awokado, orzechy, miód, chia, owoce i razowa mąka - biszkopt jest bezglutenowy, wyszedł lepiej niż klasyczny, wyrósł aż nadto!

Oczywiście nie jest to żaden tort "zero", ani też "bez słodzenia", ale chciałam aby to był możliwie najbardziej dietetyczny i wartościowy wypiek, wciąż będąc pysznym tortem, a nie tylko "udawaczem", który ładnie wygląda i smakuje.. znośnie :-) 

Nasiona chia użyte do obydwóch kremów są w przepisie niezbędne! Idealnie pochłaniają wytrącającą się z owoców wodę, dzięki czemu masy są gęste i nie uciekają spod biszkoptów. 
Specjalnie dla Was, razem z erytrolem są dziś w promocji sklepu Edena jeśli nie macie ich jeszcze na swoich półkach :-)




Dietetyczny tort biszkoptowy z cytrynową i czekoladową masą
przepis na formę 22 max 24 cm, 1/8 tortu (duży kawałek) dostarcza:


biszkopt:
  • 4 całe, duże jaja
  • 20 g ciemnego kakao
  • 55 g mąki ryżowej, pełnoziarnistej
  • 50 g erytrolu /zamiennie ksylitol/drobny, brązowy cukier/
  • szczypta sody
  • szczypta soli
  • 70 ml świeżego soku z pomarańczy do nasączenia
  • 80g domowej, niskosłodzonej konfitury lub dżemu (czarna porzeczka/śliwka)
masa czekoladowa
  • 120g awokado
  • 150 g dojrzałych bananów
  • 30 g orzechów nerkowca
  • 15 g ciemnego kakao
  • 10 g miodu
  • 10g nasion chia
masa cytrynowa
  • 300 g serka Bieluch (2 opakowania)
  • 35 g miodu
  • 2-3 łyżeczki soku z cytryny
  • skórka otarta z 1/2 cytryny 
  • 10 g nasion chia
  • 100 g borówek
  • garść owoców granatu




Orzechy nerkowca zalewamy ciepłą wodą na minimum godzinę.
Mąkę i kakao przesiewamy, dodajemy szczyptę sody i odstawiamy.

Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli, następnie dodajemy stopniowo cukier i ubijamy jeszcze 2 minuty, na końcu wciąż miksując dodajemy po jednym żółtku.

Do ubitych składników dodajemy po 1/3 mieszanki mąki i kakao, mieszamy dokładnie za pomocą szpatułki lub delikatnie trzepaczką.

Przygotowaną masę od razu przelewamy do przygotowanej tortownicy, wyłożonej papierem do pieczenia (średnica około 22 cm). Formę wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 30 minut (do suchego patyczka) w temperaturze 170'C




Dojrzałe banany, miękkie awokado, kakao, namoczone orzechy i odrobinę miodu blendujemy dokładnie na gładką masę, następnie dodajemy chia, mieszamy i odstawiamy do lodówki.

Serek wkładamy do miseczki, dodajemy sok i skórkę z cytryny, miód oraz chia, również dokładnie mieszamy, pod koniec dodajemy również 2/3 borówek i raz jeszcze łączymy delikatnie składniki, odstawiamy do lodówki.

Gdy biszkopt całkowicie ostygnie przekrawamy go na 3 blaty (jeśli za bardzo wyrośnie to ścinamy lekko górę). Każdy biszkopt nasączamy świeżym sokiem z pomarańczy.
Pierwszy blat smarujemy konfiturą i wkładamy z powrotem do formy, na wierzch nakładamy krem czekoladowy, rozprowadzamy łyżką. Na krem nakładamy drugi blat, następnie masę cytrynową (zostawiamy 2-3 łyżki) i przykrywamy wierzchnim biszkoptem.
Szczyt tortu dekorujemy resztą masy, borówkami i owocami granatu.

Tort przed spożyciem schłodzić w lodówce minimum 3-4 godziny, skonsumować do 2 dni :-)




Przygotowanie tortu jest na prawdę bardzo proste, mam nadzieję, że sobie poradzicie i na najbliższe urodziny pieczecie sobie takie pyszności bez wyrzutów sumienia! :-)
Oczywiście na wierzch możecie nałożyć inne owoce, w sezonie cudowny będzie z malinami i truskawkami.

czwartek, 12 stycznia 2017

Wytrawne placki z batatów

 Bataty - jedni je kochają, inni nienawidzą :-)
Ja zdecydowanie jestem z tych pierwszych, w moich potrawach sprawdzają się właściwie w każdym możliwym połączeniu, a przede mną jeszcze przecież niewypróbowane ciasto czekoladowe z ich udziałem!

Dziś jednak słodko-wytrawnie czyli placki batatowe z fetą i oliwkami, do tego rukola i moje ukochane pomidorki koktajlowe, które ratują mnie w trwającym sezonie paskudnych pomidorów.

Jak widzicie użyłam tylko jednego całego jaja, ale oczywiście możecie użyć dwóch zamiast dodawania samych białek jeśli tylko Wasze zapotrzebowanie na tłuszcze na to pozwala w danej chwili :-)

Idealnym dopełnieniem do tego przepisu byłyby suszone pomidory, ale.. ostatnio mam wrażenie, że dodaję je do wszystkiego, więc tym razem zostały w lodówce.




Wytrawne placki z batatów 
wartości odżywcze: 
370 kalorii 22.5 g białka 13.5 g tłuszczu 43 g węglowodanów
  • 100 g batatów
  • 1 jajko
  • 2 białka jaja
  • 25 g razowej mąki żytniej (typ 1850) - dla wersji BG użyj gryczanej
  • 15 g oliwek
  • 25 g sera feta
  • szczypta soli
  • odrobina pieprzu
  • kilka kropel oleju rzepakowego
  • garść rukoli
  • garść pomidorków koktajlowych




Obrane słodkie ziemniaki gotujemy do miękkości, odcedzamy i czekamy aż będą letnie.

Przestudzone ziemniaki wkładamy do kielicha blendera lub kubka, dodajemy jajko, białka, mąkę i przyprawy, całość blendujemy na gładką masę.

Patelnię dobrze rozgrzewamy skrapiamy odrobiną oleju.

Do przygotowanej masy dodajemy połowę fety i połówki oliwek, mieszamy raz jeszcze łyżką i nakładamy porcje na przygotowaną patelnię, placki smażymy z obu stron.

Gotowe placuszki posypujemy rukolą, resztą fety i podajemy z pomidorkami koktajlowymi.




Oprócz przepisu chciałabym zaprosić Was w tym poście do udziału w licytacji pakietu miesięcznego w mojej poradni dietetycznej online - oczywiście na rzecz WOŚP :-)

http://aukcje.wosp.org.pl/pakiet-miesieczny-w-poradni-dietetyczne-fanaberie-i4057119
 
Zapraszam pod swoje skrzydła wszystkich zdrowych jak i chorych, którzy potrzebują żywieniowego wsparcia w redukcji masy ciała, poprawie stanu zdrowia i samopoczucia! - KLIK


sobota, 7 stycznia 2017

Łosoś z puree bazyliowym / gotowanie w Electrolux Taste Center

Minęły już prawie trzy tygodnie od mojej wizyty w warszawskim Electrolux Taste Center, gdzie zostałam zaproszona na wspólne gotowanie wraz z Marcinem z Jaja w kuchni.
To był bardzo sympatyczny, choć lekko stresujący wieczór (nigdy wcześniej nie gotowałam "na żywo"), podczas którego wraz z Kariną Zuchorą pokazywaliśmy Wam nasz przepis na foodporn.
Live streaming z wydarzenia wciąż możecie oglądnąć na facebookowej stronie Electrolux 

Jako, że na miejscu nie było czasu na prywatną fotorelację - powtórzyłam swoje danie po powrocie do domu, więc mogę podzielić się z Wami na prawdę pysznym przepisem na łososia :-)
W prawdzie był to bardziej FITporn niż FOODporn, jak to zgrabnie ujął Marcin, ale smakowo bajka!




Łosoś na bazyliowym puree z surówką z mango, buraka i topinamburu
przepis na 2 porcje

ryba
  • 2 kawałki fileta z łososia (około 2x100g)
  • 2 łyżeczki sosu sojowego
  • 2 łyżeczki musztardy
  • łyżeczka miodu
 puree 
  • 1 małe, dojrzałe awokado
  • szklanka mrożonego groszku
  • skórka otarta z 1/2 cytryny
  • 2-3 łyżki soku z cytryny
  • garść listków świeżej bazylii
  • łyżeczka oliwy
  • 3-4 łyżki wody
  • sól i pieprz do smaku
 surówka
  • 1/2 średniego, twardego mango
  • 1-2 bulwy topinamburu
  • średni burak
  • 2 łyżeczki świeżego, utartego imbiru
  • łyżeczka miodu
  • 2 łyżeczki octu jabłkowego
  • 2 łyżeczki oliwy
  • łyżka orzeszków piniowych lub nasion słonecznika

Z łososia ścinamy skórę. Sos sojowy, musztardę i miód łączymy w miseczce formie marynaty, do naczynia wkładamy przygotowane kawałki ryby, obracamy je aby całe pokryła marynata, odstawiamy do lodówki.

Groszek gotujemy kilka minut - do miękkości, a następnie przesypujemy go do kielicha blendera, dodajemy dojrzałe awokado, odrobinę wody, skórkę i sok z cytryny, oliwę, świeżą bazylię oraz odrobinę soli i pieprzu. Całość blendujemy na gładkie puree.

Warzywa na surówkę obieramy, szatkujemy na mandolinie i kroimy w cienkie paseczki (można ewentualnie utrzeć składniki na dużych oczkach tarki). Imbir ścieramy, łączymy z octem, oliwą i miodem.

Łososia gotujemy w piekarniku na parze w temperaturze 100 'C przez 12 minut lub pieczemy w standardowym piekarniku, na pergaminie w 160'C przez 10 minut.

Rybę podajemy na przygotowanym groszkowym puree, obok nakładamy surówkę - warzywa kładziemy na sobie warstwami, polewamy imbirowym sosem i posypujemy podprażonymi na suchej patelni orzeszkami/słonecznikiem.
 
Podczas gotowania testowaliśmy funkcjonalność piekarników parowych - na prawdę fajna i wygodna sprawa, nie wyobrażam sobie szczerze mówiąc posiadania samego w sobie urządzenia do gotowania na parze, ponieważ musiałabym je postawić chyba w sypialni :-) 
Także przy małej kuchni lub dużej ilości sprzętów kuchennych to dobry (no i zdrowy! ) pomysł.




Mam nadzieję, że skusicie się na przygotowanie tego wbrew pozorom (długa lista składników) prsotego dania, a już na pewno musicie spróbować tej surówki - słodko/pikantna dodaje niezłego kopniaka całej potrawie. Imbir chyba zostanie moim nowym, ulubionym dodatkiem do surowych warzyw :-) Koniecznie śledźcie stronę Electroluxa i Taste Center, bo niedługo ruszą różne warsztaty, a na facebooku często przewijają się fajne konkursy, tak jak podczas naszego wspólnego gotowania!

piątek, 30 grudnia 2016

Kalerosse - nowe warzywo i prosty sposób na makaron

Wszystkiego dobrego po Świętach!
Nie chciałam już podczas przedświątecznej, piernikowo - rybnej gorączce zawracać Wam głowy nowym przepisem, bo wiedziałam, że zanim dojecie wszystkie resztki to o nim zapomnicie :-)

Dziś przychodzę do Was z naprawdę banalnym przepisem na obiad, w którym przedstawiam Wam nowe warzywo na polskim rynku, dystrybuowane przez markę Fit&Easy, a mianowicie  
KALEROSSE - piękne połączenie jarmużu i brukselki :-)
Piękne dosłownie, bo wygląda jak zbiór mini główek kapusty z domowego ogródka.

"..w smaku Kalerosse stanowi świeże połączenie słodyczy i orzechowej nuty, lecz nie tylko dobrze smakuje, jest ono również bardzo zdrowe. W zaledwie 100 g Kalerosse znajduje się dwa razy więcej witaminy B6 oraz dwukrotnie więcej witaminy C niż w zwykłej brukselce."
  
Smak jest faktycznie bardzo łagodny, brukselka jest wyczuwalna, ale zdecydowanie nie jest to tak specyficzny posmak, także nie uprzedzajcie się na starcie :-)
Ponad to produkt jest mega wygodny i szybki w przygotowaniu, ponieważ wymaga od nas jedynie kilku minut duszenia/smażenia, aby był miękki i gotowy do spożycia.






Szybki makaron z klopsikami i kalerosse

  • 120 g mielonej piersi z indyka
  • 1/2 białka jaja
  • 60 g razowego makaronu
  • 1 łyżeczka oleju rzepakowego
  • 20 g sera feta
  • garść kalerosse
  • mały ząbek czosnku
  • 2-3 suszone, odsączone z oliwy suszone pomidory
  • 1 łyżka oregano
  • sól, ostra papryka do smaku 





Mięso wkładamy do miski, dodajemy białko, odrobinę soli, ostrej papryki oraz oregano, całość dokładnie mieszamy i w dłoniach formujemy klopsiki.

Mięso podsmażamy na odrobinie oleju, następnie dodajemy pokrojone suszone pomidory, kalerosse i świeży czosnek, podlewamy 2-3 łyżkami wody i całość dusimy pod przykryciem co jakiś czas mieszając.

W między czasie w lekko osolonej wodzie gotujemy makaron, po odcedzeniu mieszamy z przygotowanymi na patelni składnikami i przekładamy do głębokiego talerza, na końcu posypujemy pokruszoną fetą.





Oczywiście jak zwykle polecam dorzucić również świeże zioła, jeśli ktoś będzie potrzebował większej ilości tłuszczu w tym daniu to bardzo fajnie sprawdzi się dodatek awokado!

 

czwartek, 8 grudnia 2016

Dietetyczne, bezglutenowe pierniczki

Dzisiejszy przepis jest przez Was bardzo często poszukiwany i wiele razy o niego prosiliście.
Zwykle nie piekę pierniczków na Święta, z ciasteczek robimy tylko wytrawne, kruche trójkąty z serem i kminkiem - specjalność taty :-)

Nie mniej jednak obiecałam, że wezmę się za klimatyczne przepisy, więc przygotowałam blaszkę mini pierniczków, które będą mi towarzyszyć przy grudniowych kawkach na kanapie.

Przepis jest bezglutenowy i nie zawiera nabiału, użyłam ciekawej mąki kasztanowej, ale na pewno równie dobrze sprawdzi się np. mąka migdałowa, ostatecznie ryżowa :-)





Dietetyczne, bezglutenowe pierniczki
przepis na standardową blaszkę pierników (220g ciastek), 100 g dostarcza:

  • 100 g mąki gryczanej
  • 60 g mąki kasztanowej
  • 15 g oleju kokosowego
  • 45 g miodu
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ciemnego kakao
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • płaska łyżeczka cynamonu
  • 1/3 łyżeczki kardamonu
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • kilka zmielonych goździków
  • szczypta chili





W misce mieszamy wszystkie suche składniki.

W rondelku rozgrzewamy olej kokosowy oraz miód, wlewamy do suchych składników, wbijamy jajko i zagniatamy ciasto.

Ciasto rozwałkowujemy bezpośrednio na papierze do pieczenia lub silikonowej macie, jeżeli używamy drewnianego wałka to kolejnym arkuszem papieru przykrywamy ciasto aby nie przyklejało się do niego podczas wałkowania.
Rozwałkowany placek powinien mieć około 2mm grubości.

Foremkami wycinamy pierniki, skrawki ściągamy i wałkujemy ciasto drugi raz, aż do całkowitego wykorzystania masy.

Pierniczki pieczemy w 180'C przez 12 minut, przechowujemy w szczelnym pudełku/puszce.




piątek, 25 listopada 2016

Razowe pierogi z kapustą i grzybami

Zarządzam czas przepisów świątecznych!
Przez ostatnie dwa lata zdecydowanie za późno się do tego zabierałam, a później nie chciałam już psuć sobie smaku wigilijnych potraw przygotowując niektóre z nich zaraz przed tym wyjątkowym dniem. W końcu na TEN barszczyk czekam cały rok!

Dziś jednak nie o barszczu, a o pierogach.
Razowych, żytnich pierogach z kapustą i grzybami.
Są takie jak u mamy, tylko mniej tłuste i jak to mówi mój tato (niezmiennie mnie to rozbawia) "z ekologicznej mąki" (czyli z jakiejkolwiek ciemnej).
Chyba były smaczne, bo nawet mój mąż zjadł, a on jak widzi razową mąkę to ucieka :-)





Razowe, żytnie pierogi z kapustą i grzybami
Przepis na około 20 bardzo dużych lub 30-35 małych pierogów
 
Ciasto:
  • 250 g mąki żytniej typ 1850
  • 100 g mąki żytniej typ 720
  • 220 g bardzo ciepłej wody
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek

Farsz:
  • 500 g kapusty kiszonej
  • 30 g suszonych grzybów
  • 1 duża cebula
  • 3 listki laurowe
  • 4-5 kuleczek ziela angielskiego
  • 1/3-2/3 łyżeczki pieprzu
  • 1/3 łyżeczki mielonego kminku
  • 10 g masła klarowanego
  • 2 łyżeczki oliwy z oliwek





Przygotowanie pierogów rozpoczynamy od farszu, najlepiej robimy go dzień wcześniej, ponieważ jest czasochłonny, a gotowy musi jeszcze porządnie wystygnąć.

Kapustę zalewamy wodą, dodajemy listki laurowe oraz ziele, gotujemy pod przykryciem na małym ogniu około 1,5 godziny, aż zmięknie.

Grzyby zalewamy wrzątkiem, następnie również gotujemy około 40 minut na małym ogniu.

Po ugotowaniu kapusty wyciągamy listki i ziele, odciskamy porządnie i siekamy ją dość drobno.
Grzyby również odcedzamy (wywar warto zachować do barszczu) i drobno siekamy

Cebulę kroimy w kosteczkę i podsmażamy na maśle, następnie łączymy z kapustą, grzybami, oliwą i doprawiamy do smaku pieprzem oraz mielonym kminkiem. Farsz odstawiamy do całkowitego ostygnięcia, najlepiej przechować do rana w lodówce.

Następnego dnia przygotowujemy ciasto.
Mąki, bardzo ciepłą (ale nie gorącą) wodę oraz odrobinę oliwy łączymy i zagniatamy ciasto.
Ciasto z mąki razowej potrzebuje więcej wody i jest innej konsystencji niż zwykłe, więc nie sugerujemy się tym, jak lepiliśmy pierogi z białej, pszennej mąki :-)

Przygotowane ciasto rozwałkowujemy cienko na stolnicy podsypanej mąką (pamiętajmy, że razowe ciasto łatwiej się rwie i jest lepkie). Szklanką wykrawamy okręgi, nakładamy farsz i zlepiamy tak jak lubimy.

Gotowe pierogi układamy na ściereczce, gotujemy kilka minut lub podgotowujemy do zamrożenia.




Wyjątkowo nie podaję kaloryczności w tym przepisie, ponieważ mija się to z celem. Żadne z Was nie przygotuje identycznie dużych pierogów jak moje o identycznej grubości ciasta, więc byłoby to zupełnie nieadekwatne. Ja lepię duże i grubaśne pierogi - 6 można się porządnie najeść :-) 
Jeżeli o cebulkę do okraszenia chodzi - ja swoją tylko poddusiłam, także dodatkowa porcja masła nie jest konieczna.

wtorek, 15 listopada 2016

Wyzwanie roślinne 7/7 - komosa z warzywami i podsumowanie

Dziś ostatni przepis z tygodniowego wyzwania roślinnego!
Troszkę mi zeszło publikacjami, ale w końcu mamy komplet.
Pod koniec małe podsumowanie, o które prosiliście :-)

W ostatnim przepisie z serii znów króluje komosa - nic dziwnego, powinna ona często pojawiać się na wegańskich talerzach, ponieważ ma bardzo korzystny skład jeśli chodzi o niezbędne aminokwasy.
Poza tym czemu nie? Jest pyszna, dostarcza sporo białka, ma przyjazny indeks glikemiczny i nie zawiera glutenu, jeśli go unikacie. Poza ceną same plusy, chociaż ostatnio bardzo zyskała na popularności, więc co raz częściej widać ją na półkach w rozsądniejszej cenie.

Mój mix jest oczywiście tylko schematem, który możecie dopasować pod swoje kubki smakowe i to, co akurat macie w lodówce czy zamrażalniku :-)  




 

Komosa ryżowa z warzywami, suszonymi pomidorami i prażonymi pestkami dyni 

  • 50 g komosy ryżowej (u mnie mix kolorów)
  • 50 g mrożonego groszku
  • 50 g papryki (1/3 sztuki)
  • 1 ząbek czosnku
  • garść pomidorków koktajlowych
  • garść szczypiorku
  • 1/2 łyżeczki oleju kokosowego (3g)
  • 10 g pestek dyni
  • 2 łyżki posiekanej kolendry
  • 1 płaska łyżeczka tahini (5g)
  • świeżo zmielony pieprz + sól do gotowania komosy





Komosę opłukujemy, a następnie gotujemy w lekko osolonej wodzie.

Paprykę i suszone pomidory kroimy w kostkę, czosnek w plasterki, podsmażamy wraz z groszkiem na oleju kokosowym (aż papryka zmięknie), a następnie dodajemy do ugotowanej i odcedzonej komosy.

Na patelni po smażeniu warzyw podprażamy minutkę pestki dyni, które wraz z posiekaną kolendrą i połową szczypiorku, świeżo zmielonym pieprzem i pastą tahini dodajemy do reszty składników, całość mieszamy i przekładamy do głębokiego talerza.

Danie posypujemy resztą szczypiorku i na wierzch nakładamy połówki pomidorków koktajlowych.





Tak więc w kwestii krótkiego podsumowania.
Ten tydzień był nie lada wyzwaniem, nie ukrywam, że brak wcześniejszego, odpowiedniego zaopatrzenia się w produkty spożywcze trochę utrudnił mi sprawę.
Kocham Biedronkę, mam ją pod domem i zwykle tam robię większość zakupów, ale jeśli chcemy kupić tofu, mleczko kokosowe czy inne, bardziej skomplikowane produkty - musimy ruszyć gdzieś dalej, a ja tego nie zrobiłam, a potem ciągle brakowało mi czasu.
Przyznaję się, że przez 7 dni nie zjadłam (świadomie) nic pochodzenia zwierzęcego poza chochelką rosołu (jedynej zupy, za którą nie przepadam) przy smutnej, rodzinnej "okazji" - nie chciałam marudzić w dniu, w którym zdecydowanie nie to było najważniejsze. 
Powyższa kwestia jest jak pewnie się domyślacie jedną z najbardziej uciążliwych na diecie roślinnej.
Domyślam się, że z czasem robi się co raz prościej, kiedy znajomi i rodzina po prostu wiedzą, że jesteś na takiej, a nie innej diecie, więc są na to przygotowani, biorą to pod uwagę jak gdzieś wychodzicie itp. - ale na początku jest ciężko, ja mieszkam w prawie 200 tysięcznym mieście, a wegańsko mogę zjeść może w 4-5 miejscach, z czego wieczorem otwarte są może 2, a po 22 już zostają mi tylko napoje :-)
Także w jeszcze mniejszych miejscowościach na pewno na co dzień jest to dość mocno "upierdliwe" - choć może to tylko moje zdanie, ponieważ uwielbiam jadać z mężem na mieście.

Przejdźmy jednak do kwestii samopoczucia/zdrowia/skóry.
Tydzień to mało, jestem tego świadoma, skóra właściwie tylko mi się pogorszyła pod koniec (ale mogło to być właśnie tzw "oczyszczanie"), odstawienie nabiału nie wpłynęło niestety nijak pozytywnie na moje samopoczucie czy kwestie zatrzymywania wody/senność.
Ale! Jedną, fundamentalną zmianą było trawienie.. to prawda co mówią o częstych wizytach w toalecie, ale dla mnie to akurat plus, także jeśli macie problemy np. z zaparciami - warto spróbować!
Oprócz tego wbrew temu co myślałam - przy kompletnym wykluczeniu produktów odzwierzęcych spożywanie roślin strączkowych (nawet w większej ilości niż zawsze) było zdecydowanie łagodniejsze dla mojego przewodu pokarmowego, bo niestety zwykle dają mi nieźle popalić ;-)

Kończąc swój wywód - nie planuję przechodzić na weganizm, czasem myślę o wegetarianizmie, bo nie odczuwam potrzeby jedzenia mięsa i ryb (lub tak mi się wydaje..), ale muszę się chyba najpierw wyleczyć z wiary w dietę wysokobiałkową :-)
Nie mniej jednak myślę, że raz na 2-3 miesiące będę robiła sobie taki tydzień - myślę, że mój organizm będzie zadowolony z takich małych, "zielonych" epizodów.